marzec 28th, 2008
Straszliwie przeklinałem swojego czasu, że nie udało mi się obejrzeć w Pradze wystawy zdjęć Jindricha Štreita w całości (brak czasu) a tu taka niespodzianka. Wystawa zawędrowała do Wrocławia i to ponoć w zestawieniu dotąd jeszcze nie pokazywanym. Więcej informacji tutaj: http://www.okis.pl/index.php?NID=614

(C) Jindrich Štreit
Posted by admin in Newsy z branży | Komentuj »
marzec 23rd, 2008
J.B. opowiadała, iż jadąc pociągiem, obok niej jakaś dziewczyna całą drogę zmawiała różaniec. Niektórzy naprawdę mają złą opinię o PKP :)
W sposób tragiczny pożegnałem się w górach z okularami. Powinny być jakieś specjalistyczne szkolenia jak używać szkieł kontaktowych nie wydłubując sobie przy okazji oczu.
Jak powiedział ktoś mądry: “Kupując książkę, kupujesz sobie iluzję że będziesz miał czas ją przeczytać”. Kupiłem sobie iluzję, że kiedyś przeczytam “Fotografa” - Wojciecha Bruszewskiego i “Capa - Szampan i Krew” - Alexa Kershawa.
Każdego rodzaju święta są niepowtarzalną okazją do obserwowania moherowych beretów w ich naturalnym środowisku. Trudno tutaj co prawda o nagrodę Wildlife Photographer of the Year, ale przynajmniej można nieco poszerzyć swoje horyzonty i skorygować światopogląd. I tak na przykład w sekrecie dowiedziałem się, iż wielki spisek komunistów próbuje przeszkodzić w kanonizacji Jana Pawła II. Miał być ogłoszony świętym natychmiast a tu bolszewickie pomioty rzucają kłody pod nogi kościołowi i tak się cały proces ciągnie już trzeci rok….
I na koniec status z GG - (C) Kropa:
Święta - są, snieg - jest, Kevin sam w domu w TV - nie ma :(
Posted by admin in Schizy | Komentuj »
marzec 17th, 2008
Tylko w “Leonie Zawodowcu” przeprowadzka ogranicza się do wzięcia doniczki z rośliną do jednej ręki, walizki do drugiej i wyjścia z domu. W filmach wszystko zawsze jest proste i oczywiste, w życiu już bywa gorzej.
Zamiast rośliny doniczkowej, po 5 latach studiów dorobiłem się jedynie w kuchni obcych i nieznanych nauce form życia. Zamiast jednej walizki, 2 miesiące zajęło pakowanie wszystkich rzeczy do kartonów lub wyrzucanie tych, które w zamierzchłych czasach z formułką “to się kiedyś jeszcze przyda” wrzuciłem na dno szafy lub do szuflad biurka.
Leon i Matylda nie musieli dzwonić po firmach transportowych, próbując wcisnąć im do przewiezienia swoje meble ani bujać się taksówką wraz z deską do prasowania i odkurzaczem.
Nie wiem ile razy w ciągu ostatnich 3 tygodni przemierzyłem trasę Wrocław-Warszawa, ale coś mi mówi że to jeszcze nie koniec.

Posted by admin in Kadry z życia | Komentuj »