Pomiędzy zdjęciami

zapiski fotoreportera




Zakaz fotografowania po amerykańsku

czerwiec 14th, 2008

Chyba każdy, kto aparatu fotograficznego używa częściej niż tylko na ślubach i urodzinach zetknął się z magiczną frazą “zakaz fotografowania”. Bynajmniej nie chodzi mi tutaj o czerwono-białe tabliczki wiszące na płotach wojskowych lotnisk, tylko różnych dziwnych ludzi wpychających swoje łapy do obiektywu (patrz fragment zdjęcia na górze strony). Przekrój mentalno-społeczny takich ludzi jest bardzo szeroki - począwszy od zakompleksionych emerytów przeganiających ludzi z aparatami spod bloków, kamienic czy miejsc publicznych, poprzez inne sieroty po PRL widzące w każdym fotografie ubeka i lecące na niego z pięściami. Osobną kategorią są ochroniarze (no, nie przesadzajmy z tym określeniem - zwykłe ciecie), o których więcej za chwile.

Niezależnie od osoby napastującej fotografa, argumentacja jest zawsze bardzo podobna - “bo tu nie można fotografować”. Oczywiście wątek zaczyna się sypać w momencie, gdy zapytamy o podstawę prawną - zazwyczaj przywoływany jest tutaj regulamin jakiegoś miejsca, oczywiście niedostępny do wglądu. Czasem też, gdy cieć czuje się panem na włościach, argumentacja jest typu “nie zrobisz pan tu żadnego zdjęcia i już”, ewentualnie okraszona groźbami karalnymi i straszeniem policją. Wbrew pozorom, gdy mamy trochę wolnego czasu i chęć zmieszania ciecia (albo emeryta) z błotem, policja nam w tym pomoże (o dziwo!). Oczywiście zakładam, iż jest to miejsce publiczne i rzeczywiście mamy prawo tam fotografować.

W momencie gdy straszy się nas policją, z ochotą stwierdzamy, że i owszem - prosimy o wezwanie patrolu i podanie nam danych osobowych i numeru telefonu do zwierzchnika ciecia. W tym momencie jakieś 70% ludzi wymięka. Pozostałe 30% wymięka w momencie, gdy rzeczywiście przyjedzie patrol i w kilku dobitnych słowach wytłumaczy cieciowi, gdzie ma sobie ów wyimaginowany zakaz fotografowania wsadzić.

Sprawę zakazów i egzekwujących je cieciów przypominam nie bez powodu. Z doświadczeń własnych i opowieści różnych ludzi doszedłem do wniosku, iż paniczne i nieufne podejście do fotografii jest cechą charakterystyczną dla krajów postkomunistycznych, gdzie przez 50 lat budowania raju na ziemi, na ulicy zdjęcia ludziom robili tylko ubecy, a zdjęcia budynkom - szpiedzy Zachodu. Dzisiaj jednak przekonałem się, iż jak zawsze szczyty głupoty wyznaczają Amerykanie - znalezione przeze mnie nagranie telewizji Fox jest prawdziwym majstersztykiem, którego chyba nic nie przebije.

Wyemitowany w maju program telewizyjny opowiada o fotoreporterze z Waszyngtonu, którego wyrzuciła ochrona dworca Union Station, właśnie za robienie zdjęć. Sprawa o tyle dziwna, iż jest to jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w D.C - cały czas oblężone pstrykającymi zdjęcia turystami. Reporterzy telewizji przeprowadzają wywiad z rzecznikiem prasowym kolei, który zapewnia iż żadnych zakazów nie ma i fotografować oczywiście wolno bez ograniczeń - w tym momencie wpada ochroniarz dworca i w obecności rzecznika przerywa nagranie, powołując się na zakazy. Oczywiście zapytany o regulamin, na który się powołuje, cieć nabiera wody w usta. Bezcenne.

Nagranie można obejrzeć tutaj. Naprawdę warto.

Posted by admin in Kadry z życia, Znalezione w sieci | 2 komentarzy »



Przeprowadzka

marzec 17th, 2008

Tylko w “Leonie Zawodowcu” przeprowadzka ogranicza się do wzięcia doniczki z rośliną do jednej ręki, walizki do drugiej i wyjścia z domu. W filmach wszystko zawsze jest proste i oczywiste, w życiu już bywa gorzej.
Zamiast rośliny doniczkowej, po 5 latach studiów dorobiłem się jedynie w kuchni obcych i nieznanych nauce form życia. Zamiast jednej walizki, 2 miesiące zajęło pakowanie wszystkich rzeczy do kartonów lub wyrzucanie tych, które w zamierzchłych czasach z formułką “to się kiedyś jeszcze przyda” wrzuciłem na dno szafy lub do szuflad biurka.
Leon i Matylda nie musieli dzwonić po firmach transportowych, próbując wcisnąć im do przewiezienia swoje meble ani bujać się taksówką wraz z deską do prasowania i odkurzaczem.

Nie wiem ile razy w ciągu ostatnich 3 tygodni przemierzyłem trasę Wrocław-Warszawa, ale coś mi mówi że to jeszcze nie koniec.

romi_260208_3259_s.jpg

Posted by admin in Kadry z życia | Komentuj »

Ostatni toast

czerwiec 1st, 2007

Poltegor - najwyższy i jeden z najbardziej charakterystycznych budynków Wrocławia, przeznaczony do rozbiórki. Zintegrowane ćwiczenia straży pożarnej, policji i pogotowia - dla pełnego realizmu rzeczywiście podpalono biurowiec. Po zakończonej akcji i ewakuowaniu śmigłowcem wszystkich osób, ostatni toast na dachu za spędzone lata życia w cieniu Poltegoru :). Od jutra wyburzanie.

fot. AK

Posted by admin in Kadry z życia | Komentuj »

Kombajnem przez Ukrainę

maj 21st, 2007
“Ja tam Żydów strasznie nie lubię, ale muszę przyznać że wymyślili jedną bardzo dobrą rzecz: Uzi. I jeżeli chcecie chłopaki zostać na Ukrainie na dłużej to też musicie sobie takie kupić……….”.

W torbie foto mi się nie mieści :(

Posted by admin in Kadry z życia, Schizy | Komentuj »

C2H5OH

styczeń 16th, 2007

7 dni, 9 imprez. Od początku roku codziennie pije, żeby nie myśleć o tym co mnie czeka następnego dnia. Czy to już alkoholizm?

Posted by admin in Kadry z życia, Schizy | Komentuj »

« Starsze wpisy



Blogi

Must see

Kategorie

Archiwum

Meta

tanie noclegi - Giełda samochodowa - skrypty - ślub - tanie linie lotnicze - Wyszukiwarka mp3 - instalacja windows xp