Wolność słowa po chińsku
Czyli jak się fotografuje demonstracje w kraju mlekiem i miodem płynącym
Posted by admin in Znalezione w sieci | Komentuj »
Czyli jak się fotografuje demonstracje w kraju mlekiem i miodem płynącym
Posted by admin in Znalezione w sieci | Komentuj »
Po odwiedzeniu Władysławowa myślałem, że widziałem już szczyt możliwości turystyki masowej i tłumów na plaży. Aż do dzisiaj, gdy znalazłem w Reutersie takie oto zdjęcie z basenu w Chinach- jaki kraj, taki urlop :P
Posted by admin in Znalezione w sieci | 1 komentarz »
Brytyjscy policjanci też widać mają problemy z garnkiem, co pokazuje poniższy film. O ile cieć z amerykańskiego dworca kolejowego powinien dostać Oskara, to ci dwaj za argumentację powinni być nominowani co najmniej do Nobla. Genialne stwierdzenie, iż kamerzysta jest bardzo podejrzany bo nie wygląda na turystę. Tak więc jeżeli ktoś chce zostać terrorystą, to nosić słomkowy kapelusz i filmować strategiczne miejsca telefonem komórkowym. Bo za kamerę Hi8 czy lustrzankę to tylko bilet do Guantanamo z pozdrowieniami z Downing Street.
Posted by admin in Znalezione w sieci | Komentuj »
Chyba każdy, kto aparatu fotograficznego używa częściej niż tylko na ślubach i urodzinach zetknął się z magiczną frazą “zakaz fotografowania”. Bynajmniej nie chodzi mi tutaj o czerwono-białe tabliczki wiszące na płotach wojskowych lotnisk, tylko różnych dziwnych ludzi wpychających swoje łapy do obiektywu (patrz fragment zdjęcia na górze strony). Przekrój mentalno-społeczny takich ludzi jest bardzo szeroki - począwszy od zakompleksionych emerytów przeganiających ludzi z aparatami spod bloków, kamienic czy miejsc publicznych, poprzez inne sieroty po PRL widzące w każdym fotografie ubeka i lecące na niego z pięściami. Osobną kategorią są ochroniarze (no, nie przesadzajmy z tym określeniem - zwykłe ciecie), o których więcej za chwile.
Niezależnie od osoby napastującej fotografa, argumentacja jest zawsze bardzo podobna - “bo tu nie można fotografować”. Oczywiście wątek zaczyna się sypać w momencie, gdy zapytamy o podstawę prawną - zazwyczaj przywoływany jest tutaj regulamin jakiegoś miejsca, oczywiście niedostępny do wglądu. Czasem też, gdy cieć czuje się panem na włościach, argumentacja jest typu “nie zrobisz pan tu żadnego zdjęcia i już”, ewentualnie okraszona groźbami karalnymi i straszeniem policją. Wbrew pozorom, gdy mamy trochę wolnego czasu i chęć zmieszania ciecia (albo emeryta) z błotem, policja nam w tym pomoże (o dziwo!). Oczywiście zakładam, iż jest to miejsce publiczne i rzeczywiście mamy prawo tam fotografować.
W momencie gdy straszy się nas policją, z ochotą stwierdzamy, że i owszem - prosimy o wezwanie patrolu i podanie nam danych osobowych i numeru telefonu do zwierzchnika ciecia. W tym momencie jakieś 70% ludzi wymięka. Pozostałe 30% wymięka w momencie, gdy rzeczywiście przyjedzie patrol i w kilku dobitnych słowach wytłumaczy cieciowi, gdzie ma sobie ów wyimaginowany zakaz fotografowania wsadzić.
Sprawę zakazów i egzekwujących je cieciów przypominam nie bez powodu. Z doświadczeń własnych i opowieści różnych ludzi doszedłem do wniosku, iż paniczne i nieufne podejście do fotografii jest cechą charakterystyczną dla krajów postkomunistycznych, gdzie przez 50 lat budowania raju na ziemi, na ulicy zdjęcia ludziom robili tylko ubecy, a zdjęcia budynkom - szpiedzy Zachodu. Dzisiaj jednak przekonałem się, iż jak zawsze szczyty głupoty wyznaczają Amerykanie - znalezione przeze mnie nagranie telewizji Fox jest prawdziwym majstersztykiem, którego chyba nic nie przebije.
Wyemitowany w maju program telewizyjny opowiada o fotoreporterze z Waszyngtonu, którego wyrzuciła ochrona dworca Union Station, właśnie za robienie zdjęć. Sprawa o tyle dziwna, iż jest to jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w D.C - cały czas oblężone pstrykającymi zdjęcia turystami. Reporterzy telewizji przeprowadzają wywiad z rzecznikiem prasowym kolei, który zapewnia iż żadnych zakazów nie ma i fotografować oczywiście wolno bez ograniczeń - w tym momencie wpada ochroniarz dworca i w obecności rzecznika przerywa nagranie, powołując się na zakazy. Oczywiście zapytany o regulamin, na który się powołuje, cieć nabiera wody w usta. Bezcenne.
Nagranie można obejrzeć tutaj. Naprawdę warto.
Posted by admin in Kadry z życia, Znalezione w sieci | 2 komentarzy »
Powszechnie znane na całym świecie fotografie mają to do siebie, iż ich motywy są wykorzystywane do granic możliwości. Jedni mówią, że to inspiracja, inni krzyczą o plagiacie, a jeszcze inni (w tym ja) już po prostu nie mogą patrzeć ani na oryginały ani na ich klony. Jednym z kuriozów, na które ostatnio trafiłem, jest zbiór “nowych wersji” słynnych fotografii, przedstawiony z użyciem ludzików LEGO. Komuś musiało się chyba bardzo nudzić, a w czasie sesji różne dziwne pomysły na zabicie czasu się trafiają :).
Podobnie jest z wszelkiego rodzaju reklamami - zazwyczaj do słynnych zdjęć sięga się widać wtedy, gdy terminy gonią a pomysłów brak. Agencja Magnum się przed tym zabezpieczyła i przy większości zdjęć reporterskich widnieje zakaz ich publikacji w kontekście reklamowym. No, ale nawiązać do znanego wszystkim kadru nikt nie zabroni i różne potworki później wychodzą. Z małym wyjątkiem, na który natrafiłem kilka dni temu - świetnej reklamy gazety Die Burger, która nawiązała do słynnego zdjęcia autorstwa Joe Rosenthala z bitwy o Iwo Jimę. Gdyby to samo zdjęcie nie było użyte w promocji gazety, pewnie by nie miało w sobie żadnej siły i świadczyło jedynie, iż dyrektorom kreatywnym zabrakło kokainy. Na szczęście albo nie zabrakło, albo pracował u nich ktoś z głową na karku.
Posted by admin in Znalezione w sieci | Komentuj »