Są „miasta z przewodników” i są „żywe miasta”. Można pojechać do „żywego miasta” jedynie z portfelem i mapą, a po kilku dniach spacerowania, jedzenia i spania, zaczyna się to miasto ogarniać, czuć jego atmosferę, rozumieć jego idiosynkrazje i wielkość, bez przewodników i zwiedzania sławnych miejsc. Londyn, Wenecja, Ateny.
„Miasta z przewodnika” są surowe i wymagające — próżniakom wstęp wzbroniony. Aby poznać takie miasto, trzeba doświadczyć określonych rzeczy: przejść tą ulicą, poczuć zapachy tego ogrodu, zwiedzić tę katedrę (strona 82 w waszych książkach). Obejrzeć Michała Anioła, dom Mozarta, szablę Napoleona. Na porządku dziennym są słowa „główny”, „wyjątkowy” i „tragiczny”. Przed uzyskaniem pozwolenia na wyjazd będzie egzamin końcowy. Czy są jakieś pytania?
Jakiś czas temu BMW wypuściło serię krótkometrażowych filmów (głównie akcji) w których jedną z głównych ról zawsze gra auto ich produkcji. Jeden z odcinków opowiada o rannym fotoreporterze wojennym, który za wszelką cenę próbuje się wydostać z jednego z krajów ameryki południowej… Miejscami pompatycznie zrobione ale warto obejrzeć :)