Pomiędzy zdjęciami

zapiski fotoreportera




Kup pan zdjęcie

grudzień 7th, 2008

Sporo swojego czasu naczytałem się na blogu Iczka różnych narzekań na środowiska ZPAF-owe i jakość ich prac w odniesieniu do ego autorów. Na co dzień trzymam się z dala od wszelkich tego typu instytucji, na ich wystawy nie chodzę i nie zaprzątałbym sobie tym głowy gdybym nie został wysłany przez moją redakcję na wystawę Jesiennej Aukcji Fotografii Polskiej ZPAF 2008.

Mianowicie już po kilku minutach od przekroczenia progu galerii, człowiek  zaczyna się domyślać, iż coś nie gra. Stawiając się w pozycji osoby nie będącej krytykiem fotografii, acz mającej o niej niemałe pojęcie i chcącej sobie np. kupić coś do powieszenia na ścianie, można by zacząć sądzić, iż “środowiska twórcze” rozpoczęły grudniowy sezon polowań na leszcze.

Zwiedzając wystawę, pomiędzy nielicznymi pracami wartymi głębszej uwagi, na każdym kroku spotyka się dowody jawnej kpiny z odbiorcy i potencjalnego klienta. Coraz szerzej mówi się o popularyzacji aukcji fotografii i dostępności prac kolekcjonerskich dla ludzi z gustem lub chcących ulokować dobrze swoje pieniądze, lecz w praktyce wygląda to na próby wciśnięcia za grube pieniądze nieuświadomionym ludziom zwykłych gniotów jako “sztuki”. Poniżej kilka przykładów z katalogu aukcyjnego wraz z cenami (nazwiska autorów pomijam celowo)

zpaf1.jpg

Ot zdjęcie wierzby, przeciętny kadr + trochę zabawy z krzywymi tonalnymi w Photoshopie. Zwraca uwagę użycie nazwy “fotografia dygitalna” zamiast zwyczajnej i plebejskiej “fotografii cyfrowej”.

 

zpaf2.jpg

Tutaj widzimy niezły przykład tupetu autora, który za 1900 PLN próbuje wcisnąć naiwnym  poruszone zdjęcie drzewa (akacja chyba). Nie oszukujmy się - jaka ideologia by nie była do tej fotografii dorobiona, nadal jest to zwykłe zdjęcie, jakie może zrobić czterolatek bawiący się aparatem. Takie coś mogłoby ewentualnie przejść gdyby to była, dajmy na to pierwsza  fotografia wykonana metodą taką a taką w roku 1902; niestety nie jest. Jaki kraj, taka fotografia kolekcjonerska.

Jedziemy dalej:

zpaf3.jpg

W tym przypadku za jedyne 1000 PLN możemy mieć urocze zdjęcie parku nocą - takie samo jakie wykonuje większość początkujących amatorów fotografii w ciągu tygodnia od momentu, gdy kupią sobie cyfrówkę. W roku 2003 sam dostałem na urodziny cyfrówkę i 2 dni póżniej w parku nad rzeką w Pile zrobiłem niemal identyczne.  W życiu mi nie przyszło do głowy gdzieś je opublikować a co dopiero próbować sprzedać. Ale w tym wypadku fotografię tą otacza aura sztuki, a o wartości kolekcjonerskiej zapewne decyduje fakt, iż zrobiono ją w niedzielę o 23:12.

zpaf4.jpg

Mając na koncie wolną kwotę średniej krajowej pensji można się pokusić o coś takiego. Jak wspominałem, wartość kolekcjonerską taka fotografia miałaby może, gdyby została wykonana w roku 1893. A tak sprawia wrażenie pierwszej, testowej klatki z kliszy, wygrzebanej gdzieś przypadkiem z szuflady.

Na zakończenie (choć tego typu fotografii w katalogu jest jeszcze niemało) pozostawiłem sobie dwie fotografie:

zpaf5.jpg

 Długo się głowiłem nad tą fotografią i jej ceną wywoławczą, do żadnych głębszych wniosków nie doszedłem. Wygląda na zdjęcie zrobione w czasie warsztatów z malarstwa na ASP, a te dwa zera na końcu ceny to najprawdopodobniej błąd osoby składającej tekst do druku.

Kończąc tekst przedstawiam swoiste kuriozum. W tym wypadku zaintrygowało mnie nie tyle samo zdjęcie co jego opis.

zpaf6.jpg

Mianowicie dla podniesienia wartości kolekcjonerskiej plik ze skanem negatywu został zniszczony (zwykli ludzie kasują pliki, artyści jak widać je niszczą). Widać autor coś źle doczytał w Internecie, albo żal mu jednak było negatywu i wywalił tylko plik. Za to potencjalnego nabywce można omamić rzekomą wartością kolekcjonerską powstałą przez taki zabieg “zniszczenia” źródła. Podejrzewam, iż koniec końców okaże się, iż kopia pliku jednak gdzieś na jakimś CD-backupie jest :).

Zaś na sam deser pozostawię cytat podsłuchany na wystawie wśród dyskutujących ZPAF-owów: “jednak większe zdjęcie bardziej się broni”.

 

Posted by admin in Schizy | 29 komentarzy »



Reporterski zwierzyniec

wrzesień 16th, 2008

Robiąc zdjęcia różnych wydarzeń trudno nie spotkać innych fotoreporterów rozpychających się łokciami aby mieć lepszy kadr od naszego :).  Na podstawie kilkuletnich obserwacji zabrałem się za klasyfikację ludzi, których można spotkać “na temacie”.

1. Fotoreporterzy obywatelscy. Chmara ludzi robiących zdjęcia “małpkami” lub telefonem, publikująca za darmo zdjęcia gdzie się da, w zamian za satysfakcję z podpisanej nazwiskiem fotografii. Zazwyczaj spotykana w weekendy, na wydarzeniach szumnie reklamowanych przez media. Cecha charakterystyczna: włażą w kadr wszystkim innym.

2. Szwadrony Śmierci. Amatorzy publikujący w portalach, którzy jednak bardzo poważnie podchodzą do swojego dziejowego zadania bycia oczami świata. Zazwyczaj ubierają się jak członkowie brygady antyterrorystycznej - wojskowe czarne ciuchy, buty taktyczne, kamizelka imitująca kuloodporną, kapelusz a’la Jacek Pałkiewicz, wielgachny plecak i równie wielka plakietka “Press”. Zamiast MP-5 lub kałacha w ręku zazwyczaj Canon 350D lub Nikon D80.

3. Alfonsi. Zazwyczaj rzecznicy prasowi urzędu państwowego lub firmy robiącej konferencję prasową. Pedalski sweterek, nażelowane włosy i obowiązkowo cały czas okulary przeciwsłoneczne na oczach - nawet robiąc zdjęcia w słabo oświetlonym pomieszczeniu. Krążą słuchy, iż jest to tajny patent aby lepiej mierzyć “na oko” światło zastane.

4. Fotoreporterzy imprezowi. Dziwnym trafem zamiast artystów fotografują publiczność. Próbują wyrywać panny “na aparat”. Cechy charakterystyczne: lampa błyskowa ustawiona na maksa, plakietka “Prasa” zasłaniająca całą klatkę piersiową.

5. Dziwki szołbiznesu.  Termin ukuty przez moją dziewczynę :). Fotografowie robiący jedynie zdjęcia celebrities, spotykani na wszelkich premierach filmowych i wydarzeniach na których można spotkać kogoś, kogo da się wrzucić na pudelek.pl. Mają pracę prostą i niestresującą - wystarczy robić zdjęcia głowy każdego, kto wlezie w kadr. Ponoć w latach 90′tych były próby wytresowania szympansów do wykonywania tej pracy, niestety wzrosło cło na banany i projekt upadł. Cechą charakterystyczną tej grupy zawodowej są sytuacje, gdy chmara fotoreporterów oblega jakąś osobę, robi przez 10 minut zdjęcia a później chodzą i pytają kto to był. No ale jaki kraj, takie celebrities.

6. Leśne dziadki. Siwa broda i włosy, aparat fotograficzny pamiętający cesarza Franciszka Józefa. Nikt nie wie kim są i dla kogo pracują. Łażą dookoła i bez przerwy się awanturują, że ktoś im włazi w kadr.

7. Fotoreporterzy gazet, tygodników i agencji foto. Zmęczeni życiem ludzie, robiacy swoje :). Cecha charakterystyczna: objawy padaczkowe na dźwięk słowa “fotoedytor”.

Posted by admin in Schizy | 11 komentarzy »

Fotografowanie na koncertach- Młyn

sierpień 15th, 2008

O fotografowaniu koncertów czy festiwali można napisać bardzo wiele. Dzisiaj zajmę się aspektem fotografowania tzw. młyna. Młynem nazywamy strefę tuż przy scenie (barierkach) w której zbierają sie najwięksi fani danej kapeli lub najczęściej osoby najbardziej naprute. Gdy ilość takich osób przekroczy pewną masę krytyczną, praca mózgu każdej z nich zostaje utajona i dają znać o sobie różne dziwne instynkty i choroby psychiczne.

W 90% przypadków objawia się to nadpobudliwym skakaniem, wymachiwaniem rękoma oraz celowym wpadaniem jednych ludzi na drugich. Z punktu widzenia fotografującego, młyn jest zjawiskiem korzystnym gdyż daje możliwość zrobienia niezłych i całkiem ekspresyjnych zdjęć.  Problem zaczyna się, gdy z młyna uciec się nie da, a zamroczeni ludzie robiący tzw. bydło grożą uszczerbkiem na zdrowiu i sprzęcie. Wszak jest impreza i po co komu zważać na innych ludzi stojących obok, co nie?

Rozwiązania są dwa - w pierwszym fotografujemy trzymając aparat w prawej ręce, a lewą trzymamy wyciągniętą przed siebie i zaciśniętą w pięść. Ktoś próbujący z całym impetem wpaść na nas napotka twardą niespodziankę. Druga metoda godna jest pomysłowości Adama Słodowego i wymaga przygotowań technicznych. Z filtra UV na obiektyw wyciągamy tymczasowo szkło i szlifujemy przód metalowej obręczy tak, by była ostra (normalnie tam jest gwint na drugi filtr, ale i tak nikt go nie używa). Po założeniu go na obiektyw, każdy kto spróbuje z całej siły skoczyć na nas, będzie wrzeszczącą nauczką dla pozostałych aby jednak trochę uważali….

Posted by admin in Schizy | 2 komentarzy »

Opowieści z krypty - cz. I

sierpień 4th, 2008

Przed chwilą zadzwoniłem pod numer telefonu podany w następującej ofercie:

Zatrudnię fotografa do zdjęć w plenerze . Sesja zdjęciowa w dniu 09.08.2008 Czas ok 5 godzin.
Proszę o kontakt tel. XXXXXX.

tam też usłyszałem nienegocjowalną ofertę finansową: 100 PLN za całą sesję.  Tłok na ziemi robią ludzie, którzy spadli z księżyca.

Posted by admin in Schizy | 3 komentarzy »

jak mBank nie radzi sobie z pieniędzmi klientów

lipiec 18th, 2008

Wpis średnio związany z tematyką bloga, ale umieszczam go, bo mnie już szlag trafia.

Od 2 tygodni próbuję wpłacić na swoje konto w mBanku pieniądze. Z założenia nie chcę korzystać z poczty (2 godziny w kolejce) albo innych banków (niemałe prowizje).  W Warszawie jest 6 wpłatomatów mBanku w których teoretycznie bezproblemowo i za free można wpłacić sobie środki na konto.

Jak już wspomniałem - teoretycznie. W praktyce wpłatomaty tego banku niczym nie różnią się od wrocławskich automatów Merony sprzedających bilety komunikacji miejskiej. I te, i te przez większą część swojego czasu nie działają. Z małą różnicą, iż jeszcze nie widziałem żeby ktoś kopał wpłatomat.

Pierwsze podejście - Centrum Handlowe Wileńska - na ekranie wpłatomatu miga radośnie “Out of order”. Na pytanie, kiedy urządzenie będzie działać, konsultant mBanku burczy coś pod nosem i odgania petenta machnięciem ręki. Jak muchę. Kilka dni później kolejna próba w tym samym miejscu - komunikat ten sam, lecz miła brunetka z przepraszającym uśmiechem mówi, iż wpłatomat jest przepełniony i nie wie kiedy ktoś z firmy przyjedzie po pieniądze.

Podejście trzecie - Centrum Finansowe mBank na ul. Grzybowskiej 12.  Na pytanie, gdzie znajdę wpłatomat (był na zewnątrz) pracownik banku odpowiada, iż mają awarię - co najwyżej może mi podać adres innego urządzenia, na drugim końcu miasta. Później, na tej stronie, sprawdzam dostępność automatów (o 3 rano!) i o 8:00 biorę taksówkę do Centrum Finansowego na ul. Senatorskiej 18. Widać wczesny poranek to czas intensywnych transakcji, bo po włożeniu karty wpłatomat informuje o awarii kasety z pieniędzmi i odmawia współpracy. Musząc koniecznie wpłacić owe nieszczęsne pieniądze, jadę jeszcze raz na Grzybowską (strona mBanku z godz. 8:58 twierdzi, iż ten już działa). I jak nietrudno się domyślić i tutaj jeszcze raz pojawia się znajome “Out of Order”.

Nigdy nie przypuszczałem, że będę publicznie piętnował bank który zawsze był dla mnie symbolem wygody i dobrego podejścia do klienta. O ile zarządzanie pieniędzmi wirtualnie wychodzi im nieźle, to w obliczu zwykłych, papierowych ich działalność kończy się żenadą. Ktoś w księgowości poskąpił funduszy i wpłatomaty wzieli z odzysku.

Podsumowując:  na 5 podejść w ciągu 2 tygodni, 5 razy wpłatomaty były nieczynne. W całej Warszawie jest ich 6.

ad6.jpg

Posted by admin in Schizy | 7 komentarzy »

« Starsze wpisy



Blogi

Must see

Kategorie

Archiwum

Meta

Strony internetowe - pedagog - KOPERTY - Motywacja - prace licencjackie - Praca - long distance phone card