Pomiędzy zdjęciami

zapiski fotoreportera




Fotografowanie na koncertach- Młyn

sierpień 15th, 2008

O fotografowaniu koncertów czy festiwali można napisać bardzo wiele. Dzisiaj zajmę się aspektem fotografowania tzw. młyna. Młynem nazywamy strefę tuż przy scenie (barierkach) w której zbierają sie najwięksi fani danej kapeli lub najczęściej osoby najbardziej naprute. Gdy ilość takich osób przekroczy pewną masę krytyczną, praca mózgu każdej z nich zostaje utajona i dają znać o sobie różne dziwne instynkty i choroby psychiczne.

W 90% przypadków objawia się to nadpobudliwym skakaniem, wymachiwaniem rękoma oraz celowym wpadaniem jednych ludzi na drugich. Z punktu widzenia fotografującego, młyn jest zjawiskiem korzystnym gdyż daje możliwość zrobienia niezłych i całkiem ekspresyjnych zdjęć.  Problem zaczyna się, gdy z młyna uciec się nie da, a zamroczeni ludzie robiący tzw. bydło grożą uszczerbkiem na zdrowiu i sprzęcie. Wszak jest impreza i po co komu zważać na innych ludzi stojących obok, co nie?

Rozwiązania są dwa - w pierwszym fotografujemy trzymając aparat w prawej ręce, a lewą trzymamy wyciągniętą przed siebie i zaciśniętą w pięść. Ktoś próbujący z całym impetem wpaść na nas napotka twardą niespodziankę. Druga metoda godna jest pomysłowości Adama Słodowego i wymaga przygotowań technicznych. Z filtra UV na obiektyw wyciągamy tymczasowo szkło i szlifujemy przód metalowej obręczy tak, by była ostra (normalnie tam jest gwint na drugi filtr, ale i tak nikt go nie używa). Po założeniu go na obiektyw, każdy kto spróbuje z całej siły skoczyć na nas, będzie wrzeszczącą nauczką dla pozostałych aby jednak trochę uważali….

Posted by admin in Schizy | 1 komentarz »



Opowieści z krypty - cz. I

sierpień 4th, 2008

Przed chwilą zadzwoniłem pod numer telefonu podany w następującej ofercie:

Zatrudnię fotografa do zdjęć w plenerze . Sesja zdjęciowa w dniu 09.08.2008 Czas ok 5 godzin.
Proszę o kontakt tel. XXXXXX.

tam też usłyszałem nienegocjowalną ofertę finansową: 100 PLN za całą sesję.  Tłok na ziemi robią ludzie, którzy spadli z księżyca.

Posted by admin in Schizy | 3 komentarzy »

jak mBank nie radzi sobie z pieniędzmi klientów

lipiec 18th, 2008

Wpis średnio związany z tematyką bloga, ale umieszczam go, bo mnie już szlag trafia.

Od 2 tygodni próbuję wpłacić na swoje konto w mBanku pieniądze. Z założenia nie chcę korzystać z poczty (2 godziny w kolejce) albo innych banków (niemałe prowizje).  W Warszawie jest 6 wpłatomatów mBanku w których teoretycznie bezproblemowo i za free można wpłacić sobie środki na konto.

Jak już wspomniałem - teoretycznie. W praktyce wpłatomaty tego banku niczym nie różnią się od wrocławskich automatów Merony sprzedających bilety komunikacji miejskiej. I te, i te przez większą część swojego czasu nie działają. Z małą różnicą, iż jeszcze nie widziałem żeby ktoś kopał wpłatomat.

Pierwsze podejście - Centrum Handlowe Wileńska - na ekranie wpłatomatu miga radośnie “Out of order”. Na pytanie, kiedy urządzenie będzie działać, konsultant mBanku burczy coś pod nosem i odgania petenta machnięciem ręki. Jak muchę. Kilka dni później kolejna próba w tym samym miejscu - komunikat ten sam, lecz miła brunetka z przepraszającym uśmiechem mówi, iż wpłatomat jest przepełniony i nie wie kiedy ktoś z firmy przyjedzie po pieniądze.

Podejście trzecie - Centrum Finansowe mBank na ul. Grzybowskiej 12.  Na pytanie, gdzie znajdę wpłatomat (był na zewnątrz) pracownik banku odpowiada, iż mają awarię - co najwyżej może mi podać adres innego urządzenia, na drugim końcu miasta. Później, na tej stronie, sprawdzam dostępność automatów (o 3 rano!) i o 8:00 biorę taksówkę do Centrum Finansowego na ul. Senatorskiej 18. Widać wczesny poranek to czas intensywnych transakcji, bo po włożeniu karty wpłatomat informuje o awarii kasety z pieniędzmi i odmawia współpracy. Musząc koniecznie wpłacić owe nieszczęsne pieniądze, jadę jeszcze raz na Grzybowską (strona mBanku z godz. 8:58 twierdzi, iż ten już działa). I jak nietrudno się domyślić i tutaj jeszcze raz pojawia się znajome “Out of Order”.

Nigdy nie przypuszczałem, że będę publicznie piętnował bank który zawsze był dla mnie symbolem wygody i dobrego podejścia do klienta. O ile zarządzanie pieniędzmi wirtualnie wychodzi im nieźle, to w obliczu zwykłych, papierowych ich działalność kończy się żenadą. Ktoś w księgowości poskąpił funduszy i wpłatomaty wzieli z odzysku.

Podsumowując:  na 5 podejść w ciągu 2 tygodni, 5 razy wpłatomaty były nieczynne. W całej Warszawie jest ich 6.

ad6.jpg

Posted by admin in Schizy | 7 komentarzy »

Detoks

czerwiec 1st, 2008

Wczoraj złożyłem pracę magisterską. Po roku ślęczenia przed monitorem, czuje się jakbym musiał od nowa uczyć się fotografować… :-/

Posted by admin in Schizy | Komentuj »

Jak przeżyć na polskim pogotowiu

maj 14th, 2008

Będąc kilka razy, w formie pacjenta, na pogotowiu ratunkowym (również, na nieszczęście, dzisiaj) zdałem sobie sprawę jak bardzo polska służba zdrowia dba o swoich podopiecznych….

Już od pierwszego nomen omen kontaktu pracownicy szpitala badają słuch pacjenta oraz zakres słyszalnych przez niego częstotliwości, sprawdzając czy jednakowo reaguje na basowe ‘czego?‘ czy wysokie ‘co jest?‘. Oczywiście jeżeli wcześniej uda mu się zwrócić na siebie uwagę personelu. Jeżeli słuch jest w porządku a pacjent wykazuje czynności życiowe, czas na badanie sprawności ruchowej. Pacjent zostaje poinformowany, iż lekarz odpowiedni dla schorzenia/rany znajduje się  na drugim końcu kompleksu szpitalnego.

Czy to ciężko zwichnięta noga czy uszkodzone kręgi szyjne (miałem przyjemność zawracać głowę lekarzom oboma tymi rzeczami na przestrzeni 2 lat) trzeba poginać przez 20 minut po szpitalu wypytując ochronę i przypadkowych ludzi gdzie to jest. W trakcie badania sprawności ruchowej zostajemy również poddani testom okulistycznym oraz psychologicznym - co kilkanaście metrów rozmieszczone są strzałki i tabliczki, przy czym “Wyjście” jest napisane czcionką 4-6 razy większą niż np. “Ortopedia” oraz pojawia się znacznie częściej. Jednym słowem bez okularów można dostrzec jedynie delikatną aluzję NFZ-tu brzmiącą mniej więcej “Wypierdalać i nie zawracać głowy”.

Kiedy dotrzemy w końcu na miejsce, a nasz stan jednoznacznie już wskazuje iż nie symulujemy (jakie to ułatwienie przy sprawdzeniu czy ktoś podstępnie nie próbuje wyłudzić L-4) zostajemy poddani obserwacji psychiatrycznej. Obserwacja ta jest dyskretna (cały personel jest bardzo zręcznie zakamuflowany i nie rzuca się w oczy) i polega na poddawaniu pacjenta różnorakim testom. Na początek odporność na stres - okazuje się iż w kolejce czeka 30 osób. Jak pacjent zareagował? Acha, (szur, szur w notesie). Drugi test obejmuje poziom pewności siebie - trzeba się dowiedzieć kto czeka ostatni (wbrew pozorom to nie takie proste skoro każda z 30 osób mówi co innego) oraz nie dać się wepchnąć konkurencji w kolejkę (tutaj emeryci dostają do wyników badania +25 punktów).

Po pomyślnym przejściu obu testów następuje najważniejszy - czyli jak pacjent reaguje na kilkugodzinne siedzenie w bezruchu na niewygodnej ławce (-15 punktów za pisanie sms-ów, -40 za włączenie mp3, -50 za próby odnalezienia i zaczepiania personelu) oraz dodatkowe atrakcje w postaci jedynego lekarza w budynku wychodzącego ze słowami “kiedy wrócę to wrócę”. Dopiero po zakończeniu wszystkich testów, dokładnie już zdiagnozowany pacjent dostępuje zaszczytu przekroczenia progu gabinetu lekarskiego, gdzie po rzuceniu nań okiem zostaje skierowany do innego bloku szpitalnego, zazwyczaj tego samego skąd przyszedł.

Mi się niestety nie udało nawet zbliżyć do klamki. Nie byłem godzien. Jutro dokuśtykam do gabinetu prywatnego, a po drodze sam połamie nogi tym, którzy krzyczą żeby nie prywatyzować szpitali. Wenflon wam w plecy.

Posted by admin in Schizy | 4 komentarzy »

« Starsze wpisy



Blogi

Must see

Kategorie

Archiwum

Meta

Perfumy - Strony internetowe - KOPERTY - Strony internetowe - Pozycjonowanie Szczecin - Rozwój Osobisty - prace licencjackie