28/2.8
Każdy, kto zaczyna “na poważnie” fotografować, na początku dąży do tego żeby mieć jak najlepszy i największy sprzęt, jak najlepsze obiektywy i zasadniczo żeby już na kilometr było widać, że oto idzie ‘profesjonalista’ :D. Wszystko to podpada pod leczenie kompleksów - o zależności kupowanego sprzętu foto od długości członka można poczytać tutaj.
Jak piszę “każdy” to nie będę ukrywał, że kiedyś też tak miałem :). W każdym bądź razie ostatnio stwierdziłem, iż o ile lustrzanka o gabarytach płyty chodnikowej bardzo dobrze sprawdza się w ‘wyrobniczej’ fotografii prasowej - czyli konferencje prasowe, jakieś demonstracje i w ogóle miejsca gdzie człowiek z aparatem jest naturalnym elementem środowiska - o tyle takim sprzętem nie da się robić street foto czy fotoreportaży ze środowisk, gdzie ludzie reagują padaczką na widok aparatu.
Idealnym rozwiązaniem byłaby Leica M8, niestety sama jej cena może przyprawić o padaczkę tak więc ta opcja odpadła na samym początku :). Na placu boju pozostał więc mały, cyfrowy canon wygrzebany z szafy oraz chęć dokupienia do niego jakiegoś niedużego, stałoogniskowego szkła.
Mój wybór padł na EF 28/2.8, jako że Sigma 30/1.4 w testach jest masakrycznie słaba a EF 35/2 uznałem za ciut za “wąski”.
Po kupieniu obiektywu na allegro i wystaniu ustawowego czasu na poczcie (patrz poprzedni wpis) przyszedł czas na pierwszy test - i tu wielkie rozczarowanie.
Słyszałem, że ten obiektyw nie należy do cichych ale to co usłyszałem to było duże przegięcie. Dźwięk wydawany przez silnik i mechanizmy można porównać tylko do radzieckiego odkurzacza. Marzenia o małym i dyskretnym aparacie fotograficznym legły w gruzach. Wniosek jest taki, że trzeba sprzedać nerkę i zacząć się rozglądać po www.leica.com….
Posted by admin in Uncategorized |